Jak nas wyzyskują producenci AGD?

zepsute agd
zepsute agd

Kilka dni temu odwiedziliśmy naszych znajomych, którzy w sierpniu tego roku będą obchodzić 3-cią rocznicę ślubu. Ania i Paweł za pieniądze z wesela urządzili kupione wówczas mieszkanie. Po 2,5 roku względnego spokoju coś im spędza sen z powiek. Po kolei psuje im się każdy sprzęt RTV i AGD, który wówczas kupili. Jest tego sporo, zaczęło się od telewizora, pralki i robota kuchennego, do których w szybkim tempie dołączył odkurzacz i lodówka. Pech? Istna plaga? A może było to do przewidzenia? Co zrobić, gdy nasz dom zagracony jest przez zepsute AGD?

Zaprogramowani na niepowodzenie

Większość sprzętów RTV i AGD posiada dwuletnią gwarancję. W tym czasie usterki powstałe nie z winy klienta są usuwane na koszt producenta lub towar jest wymieniany na nowy (chociaż i to nie zawsze, pamiętacie nasze utarczki z Huawei?). Gdy ten okres mija pozostaje nam autoryzowany (lub nie) serwis. Ale czy zawsze jest on pomocny?

Pokolenie temu prawie każdy mężczyzna potrafił naprawić zepsute AGD albo wołał znajomego specjalistę, który za niewielką opłatę naprawiał sprzęt. Dzisiaj nie raz słyszymy, że naprawa blendera przewyższa wartość nowego modelu. Czy to możliwe, żeby naprawa lodówki kosztowała tyle co nowa sztuka? Możliwe. Kupujemy sprzęty coraz bardziej inteligentne i wyspecjalizowane, ale coraz mniej trwałe. Wykonywane są ze słabszych surowców, aby były tańsze i… lżejsze. Jednak nie tylko popyt na przenośne sprzęty to powoduje, producenci RTV i AGD również nie są bez winy.

Tricki producentów

W specyfikacji technicznej stosują tylko sobie znane kody zamiast opisów produktu. To sprawia, że serwisant rozkłada ręce i nie jest w stanie nam pomóc. Sprzęt jest nienaprawialny, ponieważ producent ukrywa dokładny schemat urządzenia. Wiedza ta jest tajemna, a posiada ją tylko inżynier i automaty, które to wyprodukowały. Gdy jednak pokusimy się, by zajrzeć pod obudowę okazuje się, że części nie można wymienić, ponieważ na rynku nie znajdziemy zamiennika lub jest tylko drogi oryginał, który kosztuje 90% wartości urządzenia. Niektórzy producenci bardzo mocno kleją lub nawet przylutowują do obudowy awaryjne części, aby ich wymiana była niemożliwa. Wówczas jesteśmy zmuszeni do zastąpienia całego podzespołu, a nie wartego grosze elementu. Zdarza się też tak, że te podzespoły są tak bardzo zminiaturyzowane, że brakuje narzędzi do ich naprawy. W takich sytuacjach nasz blender lub telefon okazuje się nienaprawialną jednorazówką, a my zmuszeni jesteśmy do kupienia nowego sprzętu.

To dopiero wierzchołek góry lodowej

W dzisiejszych czasach producentom nie zależy na długotrwałości ich sprzętów. Trzeba je często wymieniać, aby biznes się kręcił. Często kupujemy nowości rynkowe, które są niedopracowane. Posiadają błędy, których pozbawiony jest kolejny model. Tym sposobem bezwiednie ciągle płacimy za to samo urządzenie. Elektronika w lodówce kosztuje kilkaset złotych. To ona najczęściej się psuje. W chłodziarkach z czasów PRL nie występowała, dlatego ten sam egzemplarz w jednej rodzinie służył przez dwa pokolenia. Po okresie gwarancji awarii ulega jeden, ale najdroższy element. To najsłabsze ogniwo to celowe działanie twórcy jak np. źle zamontowana część wentylacyjna w laptopie, która nie chłodzi wewnątrz, a na zewnątrz. Innym nieuczciwym trikiem jest programowanie urządzeń w taki sposób, że uruchomią się tylko w połączeniu z oryginalną baterią, a każdy tańszy zamiennik nie jest rozpoznawany przez ich system. Często włączniki są produkowane z tanich komponentów, które mają za zadanie szybko się wysłużyć. Wówczas przekonani jesteśmy, że nie działa całe urządzenie, a to tylko brak przewodzenia między guzikiem a mechanizmem. Zapewne takich chwytów jest więcej, a my biedni konsumenci nie zdajemy sobie nawet z tego sprawy.

Gdzie dwóch się bije tam nikt nie korzysta

Problem nie dotyczy tylko taniego AGD, a całego rynku. Jedynym rozsądnym rozwiązaniem byłoby zmuszanie producentów AGD do ponoszenia kosztów utylizacja elektrośmieci, ponieważ są to ogromne sumy. Rządy Państw i wspólnot już nad tym pracują, ale minie jeszcze wiele lat zanim wejdzie to w życie. Obecnie żyjemy w czasach, kiedy konsumenci boją się naprawiać sprzęt, bo za chwilę może popsuć się drugi element. Wtedy 2 naprawy z pewnością przekroczą wartość lepszego modelu. I tak kolekcjonujemy w piwnicach zepsute AGD. Z drugiej strony nie ufamy firmom, nie polecamy ich innym. Suma sumarum zostaje niezadowolony klient i producenci inwestujący krocie w marketing, który przykryje wpadki.

Nie jesteśmy zostawieni sami sobie

Czy możemy się bronić? Oczywiście! W okresie gwarancji zgłaszajmy każda usterkę, którą spostrzeżemy. Mała awaria może być początkiem dużej. Nie ignorujmy tych sygnałów i nie reperujmy ich sami, ponieważ to może spowodować, że serwis odmówi usługi gwarancyjnej w późniejszym czasie. Gdy jeden serwisant uzna naprawę za bezcelową, zasięgnijmy opinii innego punktu naprawczego. Mamy kolegę, który gdy nie potrafi naprawić żelazka, mówi swoim klientom, że jest to nieopłacalne, aby cieszyć się opinią profesjonalisty. Gdy zauważamy niepokojące sygnały pytajmy znajomych użytkujących podobny sprzęt, szukajmy opinii na forach internetowych. Czerpmy z doświadczeń innych, to one mogą nam w łatwy (i tani) sposób pomóc w przyszłości. Oglądajmy tutoriale! Na youtube jest mnóstwo materiałów video, które pokazują jak zreperować zepsute AGD. Nie zawsze jest nam potrzebna pomoc fachowca. Instrukcji może udzielić nam także dostawca części zamiennych lub narzędzi.

Znając wcześniej tę platformę, Pawłowi i Ani poleciliśmy north.pl

Tam dowiedzieliśmy się jak wymienić uszczelkę w ich lodówce, aby wciąż dobrze chłodziła:

Znaleźliśmy rozwiązanie na wymianę części w odkurzaczu:

i jak wymienić sprężynę bębna w pralce:

Znajomym do naprawy/wymiany został jeszcze telewizor i robot kuchenny. Wtedy zepsute AGD zniknie z ich domu. Pamiętajcie, warto przejrzeć dokładnie Internet, bo takich tutoriali jest zatrzęsienie. Uważajcie tylko na amatorów, nie zawsze słusznie podpowiadają 🙂

zepsute agd

Komentarze:

comments